Liberte

Lista działów

Informacje Eko i Zielone

Azrael

Zielone Wiadomości

Tłumacz/ Translate

Polskaliberalna.net - Merkuryusz Polski - Wybory prezydenckie 2010 od kuchni!

Ecoportal.com.pl

Ekopolityka w prasie

Antymatrix- Edwin Bendyk

Indymedia Polska

Mama Ziemia

ZielonyDziennik.pl

Ekologia.pl: Wiadomości

Partia Ochrony Zwierząt

ECOWAWA.PL

ekologia – wiadomości

Zielona Warszawa

Racjonalista.pl

Krytyka Polityczna

Lewica.pl - wiadomości z Polski

strasznasztuka

O brak tolerancji dla morderców zza biurek

To, co się dzieje w naszym kraju, trudno inaczej nazwać jak morderstwem zza biurka, dokonanym z zimna krwią przez zabiurkowych morderców. Panów, którzy udają że to ich nie dotyczy: dyrektorów z zarządów dróg, samorządowców, a nawet ministrów i urządników ministerstw, którzy zwykle nic nie robią, choć mogliby i mają ku temu kompetencje.

W polskich miastach nie ma dróg rowerowych, mimo że przy odrobinie dobrej woli możnaby je wyznaczyć choćby na chodnikach. Wzdłuż polskich dróg krajowych nie ma ścieżek rowerowych, mimo że ich budowa, choćby tyko z szutru, nie nastręcza większych trudności i wymaga raczej dobrej woli niż wielkich pieniędzy. Takie sieci ścieżek, oczywiście już dobrej jakości, zaczynają się zaraz za polską granicą na Odrze i Nysie. Czemu nie ma ich w Polsce, chocby nawet tylko ze żwiru, wszak jesteśmuy niby biedniejszym krajem? Ponieważ nikt nie poinformował jeszcze polskich zarządców dróg, iż są bezwzględnymi mordercami, którzy na swoich rękach noszą krew swych ofiar.

Należy dążyć do zmiany tej sytuacji, i o to autor tekstu zwraca się do polskich dziennikarzy. Przecież za bezpieczeństwo ruchu drogowego odpowiada zarządca drogi. I powinien rzeczywiście za to bezpieczeństwo odpowiadać, przynajmniej moralnie. Jeśli na danej drodze poniesie śmierć rowerzysta, to pierwsze pytanie powinni zadać dziennikarze właśnie zarządzającemu daną drogą. Czy aby śmierć rowerzysty nie nastąpiła z powodu zaniedbania swych obowiązków przez zarządzającego droga, który winien zapewnić bezpieczeństwo jej użytkownikom?

Artykuł prasowy wraz ze zdjęciem dyrektora zarządu dróg. "Panie dyrektorze, czy czuje się Pan odpowiedzialny za śmierć tego rowerzysty?" Nie? "A powinien Pan". Przecież nie ulega wątpliwości i jest absolutnie ewidentne dla obswerwatora postronnego, iż to właśnie ruch samochodowy stwarza największe zagrożenie dla innych użytkowników dróg, i efektem działań mających na celu uniknięcie śmierci na drogach winno być bezwzględne rozdzielenie podróżujących rowerem od reszty ruchu. Tak też jest w większości krajów rozwiniętych, gdzie rzadkością są miasta pozbawione sieci ścieżek rowerowych lub ruchliwe szosy bez równoległej drogi rowerowej.

Powiedzmy sobie szczerze: to, w jaki sposób kształtowana jest polska polityka transportowa, i jak odpowiedzialne za to władze dbają o bezpieczeństwo użytkowników dróg, jest świadomym morderstwem, dokonywanym na zupełnie przypadkowych osobach. Ale przecież morderstwem, zaplanowanym ze statystyczną i nieuchronną dokładnością 1 ofiary na ileśtam pojazdokilometrów.
Traktujmy więc tych, którzy te spływające krwią polityki transportowe tworzą, oraz tych którzy za brak konkretnych działań na rzecz poprawy bezpieczeństwa na drogach odpowiadają, jak zwykłych morderców, mających na swych rękach krew zwykle Bogu ducha winnych ludzi. Zupełnie i całkowicie świadomych tego, że przez ich bez cienia wątpliwości zbrodniczą działalność ktoś zginie, a ktoś inny zostanie do końca życia kaleką.

Morderców, w całym tego słowa znaczeniu. Bo czy mordercą nie jest, kto świadomie strzela w przypadkowy tłum? Tak samo tutaj- tylko że narzędzie zbrodni- samochody, jest inne. Ale to oni- ci posiadający władzę nad ruchem drogowym i za niego odpowiadający- ponoszą winę za morderstwa na drogach, statystyki wypadków są bowiem nieuchronne. Być może nie zawsze ponoszą całą przewinę, ale z pewnością jej znakomitą część. Niestety, bardzo trudno wobec nich wyegzekwować należytą karę, czyli ich skazać na długoletnie więzienie w zamian za morderstwa, ale przecież to oni powinni odpowiadać. Przecież mają na swoich rękach cudzą krew.

Opublikujmy zdjęcia tych papierowych morderców w polskich gazetach. Tylko tak da się przeciwdziałać zadziwiającej znieczulicy tych zdaje się do głębi wypaczonych moralnie i mających zadziwiająco mało miłości do bliźniego osób, które niestety zarządzają polskimi drogami w tym rzekomo chrześcijańskim kraju oraz kształtują politykę transportową polskich miast, powiatów, gmin, a także całego tego podobno tak religijnego kraju. Wydrukujmy ich zdjęcia w gazetach- może to coś zmieni w ich wielce wątpliwie moralnym postępowaniu? Chluśnijmy w nich wiadrem krwi ich ofiar- może to ich otrzeźwi?

Załączam opis śmierci rowerzysty. Jednej z wielu jej podobnych:

Niestety, będzie rozwlekle... Ale krótko się tego nie da opisać...
To było
po południu jakoś tak... Centrum Warszawy to nie jest, tylko
rogatki...
Niedaleko rogatek, skrzyżowanie Górczewskiej z Lazurową...
Duży ruch,
samochodów jeszcze więcej i mnóstwo tirów i ciężarowych,
pchających się jako
zaopatrzenie dla pobliskich marketów...
Jak to widzę oczymi wyobraźni, to
jakbym każdą klatkę z osobna oglądał...
Ale może po kolei...
Zaczęło się
od samych świateł. Podjeżdżający do skrzyżowania z kierunku
Warszawy
rowerzysta, zatrzymał się na światłach, potem przejechał przed
samochody...
Zabłysło zIelone, wszyscy ruszyli, rowerzysta zjechał na
Prawą stronę,
blisko pasa... Widziałem go z daleka, z balkonu swojego
mieszkania jak
jedzie... Nawet dobrze mu szło, pomimo wiatru
przeciwnego... Samochody go
mijały początkowo wolno, potem na zakręcie
neico szybciej... W pewnej chwili
dogonił rowerzystę tir, wcześniej
skręcający z Lazurowej w Górczewską...
Widziałem, jak przyspiesza przy
rowerzyście, będzie wyprzedzał... Chyba...
Na zakręcie nie może... Więc
zaraz za... Zakręt już za nimi... Rowerzysta
trzyma się skrajnego
białego pasa jak blisko może.... Jednak z naprzeciwka
jadą inne
samochody... W pewnej chwili widzę, że rowerzysta unosi rękę i coś
macha
do kierowcy tira.... Który przyspiesza.... Widzę, że wyprzedza, ale
blisko... Za blisko... Z naprzeciwka przejeżdżają dwa samochody, w
czasie, keidy rowerzysta niknie mi z oczu za tirem... Tir już
wyprzedził... Ale... Przez moment jedzie prosto, nagle widzę, że naczepa
jakby skoczyła...
Zamieram.
Szybko przesuwam lornetkę... Za naczepą,
która szybko pomyka dalej,
widzę, że coś wyleciało, jakby spod kół... Nie
widzę co... Tylko to, że
tir zaczyna hamować i zjeżdżą na pobocze i....
Ta.... Ta... Maź...
W pierwszej chwili nie wierzę w to co widzę... Odrywam
lornetkę od oczu... Znów patrzę w nią... I faktycznie, to chyba jest...
Ale nie, niemożliwe.... Tyle razy mnie mijali o kilka centymetrów...!
uciekałęm i ja przed tirami na pobocze... Nie, to niemożliwe!
Winda...
Potem pamiętam jak biegłem w kierunku skrzyżowania... Od miejsca
wypadku, dzieliło mnie z kilkaset metrów, i nie wiem jak to zrobiłem...
Ale dotarłem tam...
I pierwsze co zobaczyłem to tego tira... Otwarte
drzwi do szoferki,
kierowca, jakiś młody gostek, który krzyczy coś... Nie...
Ryczy? Wyje?
Tuż przy końcu naczepy... I pada na kolana... Przed kołami
swojej
naczepy... Od razu, z daleka widzę ten ślad... Czerwono czarny,
ciągnący
się po jezdni, od kół naczepy do tyłu... I tam dalej... Rower...
Nie...
Resztki, czegoś metalowego... Poskręcane żelastwo... I coś na nim
jakby... zaciśnięte... resztki ciała na rączkach?
Ten widok... Przymykam
oczy i powoli dochodzę... Już są gapie...
Opowiadają sobie co widzieli...
jakaś baba z drugą krzyczą na tego
kierowcę tira... Ten wyrywa się jakiejś
babie, krzyczy, że rowerzysta mu
wjechał pod koła, ze wyjechał z bocznej
uliczki nagle... Słyszę sygnał
policji... Tak szybko? Ale jest...
Podjeżdżają... Odwracam głowę... W
tle za kierowcą, widzę te zazwyczaj
czarne olbrzymie opony... Ale tym
razem, są jakby czerwono brunatne... Robię
kilka kroków w kierunku
naczepy... Widzę coś na nich.
Resztki ludzkiego
ciała.
Słyszę za sobą już policjanta... Odganiają ludzi od miejsca
wypadku... Z
boku pojawia się drugi radiowóz... Muszę odejść... Widzę
jeszcze raz
tego kierowcę... Zapłakany, czerwony na twarzy... Coś tłumaczy
policjantowi, który go prowadzi do radiowozu...

Nie wiem co było
dalej (praca), ale tir stał do wieczora na poboczu...
Może powinienem
napisać to wcześniej, ale nie wiedziałem jak to
sformułować... Nie wiem, czy
udało mi się dobrze odzwierciedlić ten
widok tego co się stało z tym
rowerzystą i w jaki sposób...

wg pl.rec.rowery, 21 lipca 2005, 23:09:31

Posted by Adam Phoo on 05:19. Filed under , . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

0 komentarze for O brak tolerancji dla morderców zza biurek

Prześlij komentarz

Ostatnie doniesienia

Ostatnie komentarze

Galeria zdjęć