Liberte

Lista działów

Informacje Eko i Zielone

Azrael

Zielone Wiadomości

Tłumacz/ Translate

Polskaliberalna.net - Merkuryusz Polski - Wybory prezydenckie 2010 od kuchni!

Ecoportal.com.pl

Ekopolityka w prasie

Antymatrix- Edwin Bendyk

Indymedia Polska

Mama Ziemia

ZielonyDziennik.pl

Ekologia.pl: Wiadomości

Partia Ochrony Zwierząt

ECOWAWA.PL

ekologia – wiadomości

Zielona Warszawa

Racjonalista.pl

Krytyka Polityczna

Lewica.pl - wiadomości z Polski

strasznasztuka

W epoce mediokracji i jej polskiego substytutu

Adam Fularz

W dzisiejszej epoce informacja ma ogromne znaczenie- to ona kształtuje poglądy opinii publicznej, to ona powoduje że górę biorą konkretne poglądy i opinie, a przegrywają inne. Prawda stała się względna- oto bowiem na publicznej agorze ściera się wiele różnych opinii i teorii, z których wszystkie uzurpują sobie miano tej „jedynej prawdziwej”.

Arystoteles swego czasu pisał że dochodzenie prawdy odbywa się na agorze- publicznej sferze rozmów i dysput. Ale tutaj pojawiło się wiele niebezpieczeństw. Ta publiczna agora została bowiem skanalizowana w mediach, a te, biorąc pod uwagę niedoskonałość „wolnego” rynku medialnego, podlegają naciskom. Publiczna agora jako miejsce wymiany opinii i informacji znalazła się w niebezpieczeństwie, bo stała się obszarem walki o wpływy i głosy wyborców. Informacje przemilczane, a nawet zafałszowane- oto metody walki, które dzięki nowoczesnym technologiom pozwalają kształtować poglądy społeczeństwa. Dziś walka o media to walka o rząd dusz. I o władzę nad nim. Kto kontroluje agorę, ten kontroluje prawdę.

Kiedyś, pracując w organizacji pozarządowej zajmującej się tematyką reform w jednej z branż polskiej gospodarki, zauważyłem jak ogromną władzę dają media. Czasopismo dotyczące tylko jednej branży gospodarczej dawało ich wydawcom tak ogromną władzę, że mimo iż było ono deficytowe, to rozwijano je usilnie, czyniąc z niego narzędzie do walki o wpływy w państwowych firmach tego sektora. Na tym przykładzie można było dostrzec że media stały się częścią władzy, ba, pozwalają one na czynne uczestnictwo w życiu politycznym ich wydawcom, mającym z reguły jakieś aspiracje polityczne i poglądy.

Po nieudolnych próbach wpłynięcia na wydawców tego czasopisma by pisali o doświadczeniach reformy ich branży w innych krajach, machnęliśmy na nich ręką i założyliśmy własne, oddzielne czasopismo, w dodatku dostępne bezpłatnie. Atak konkurencji zadziałał wyśmienicie- już nie można było tak łatwo przemilczeć pewnych tematów, a dyskusja została skierowana na właściwe tory. Stało się to jednak dopiero dzięki mechanizmom wolnego rynku i naszej determinacji by obalić ich monopol. Zaletą był niewielki rynek odbiorców i możliwość wykorzystania Internetu do dystrybucji bezpłatnych egzemplarzy. Dziś w tej branży istnieje już kilka niezależnych czasopism, ale pierwszy wyłom uczyniliśmy my.

Niestety, takie warunki braku barier wejścia na rynek nie wszędzie istnieją. O ile czasopismo branżowe można uruchomić niewielkim kosztem dysponując relatywnie niewielkim warsztatem pracy i zasobami kapitału ludzkiego, to np. tygodnik opinii lub ogólnopolską gazetę codzienną promującą np. punkt widzenia danej grupy osób już wydać trudno- konieczny jest wielomilionowy kapitał. Niemniej jest to jednak możliwe.

Takie wejście na rynek jest jednak bardzo mało możliwe w przypadku telewizji i radiofonii. Rynek mediów audiowizualnych, z racji ograniczeń technicznych (brak wystarczającej liczby częstotliwości dla wszystkich chętnych), nie ma charakteru rynku w pełni konkurencyjnego. Jest to rynek niedoskonały, gdzie z uwagi na ograniczenia technologiczne nie może zaistnieć zbyt wielka liczba oferentów. Dlatego też działalność na nim jest regulowana przez organy Państwa.

Dochodzi tutaj do paradoksu- z jednej strony media audiowizualne są trzonem tzw. czwartej władzy, kontrolującej działanie władzy wybieranej i wpływającej na rozliczenie się wyborców z ich przedstawicielami, a z drugiej strony media te są przez tą władzę dopuszczane na rynek. Tworzy to możliwości nadużywania tych mediów dla nieuczciwej walki politycznej. Walki polegającej na zawłaszczaniu prawdy, i zastępowaniu jednych prawd przez inne. Wszak w epoce mediokracji prawd jest wiele, podobnie jak wiele jest ekspertów głoszących jedne prawdy i zwalczających inne.

Media audiowizualne mają ogromną zaletę rynkową- niskie koszty dotarcia do widza. O ile słowo drukowane jest stosunkowo drogie, i nie zawsze łatwo dostępne, o tyle radio i telewizja to media z niewielkimi wyjątkami bezpłatne, do których dostęp ma niemal każdy. Szczególnie medium najpopularniejsze-telewizja zyskała największą władzę nad umysłami widzów- ona to zaczęła kształtować opinie widzów, i to ona w dużej mierze jest decydującym narzędziem walki politycznej.

A to właśnie rynek telewizji należy do najbardziej regulowanych rynków w polskiej gospodarce. Koncesje na dwa ogólnopolskie kanały telewizyjne: Polsat i TVN stworzyły fortuny Solorza i rodziny Walterów. Ogólnopolska koncesja na nadawanie drogą naziemną oznacza dla jej beneficjenta setki milionów zysku. Dlatego właściciele koncesjonowanych stacji nie mogą sobie zbytnio pozwolić na ataki wobec świata polityków u władzy. To nie przypadek, że ostoją polskiej demokracji stała się nie telewizja, ale media drukowane. „Rzeczpospolita”, „Gazeta Wyborcza”- to one ujawniły gigantyczne afery tego kraju, choćby takie jak afera Rywina. Telewizja komercyjna ma de facto ręce związane koncesjami, i nie może pozwolić sobie na ataki z otwartą przyłbicą w stylu „afery Rywina” opisanej na pierwszej stronie Gazety Wyborczej.

To właśnie dzięki słowu drukowanemu na polskiej scenie medialnej na szczęście nie ma pełnego monopolu informacyjnego. Prywatne gazety codzienne i tygodniki opinii skutecznie złamały monopol informacyjny państwowych mediów publicznych i koncesjonowanych mediów prywatnych, często bardzo ostrożnych w stawianych sądach, mimowolnie mających na względzie interesy ich właściciela lub nadzorcy- Państwa.

Władza państwa nad mediami koncesjonowanymi jest ogromna. „Cieszcie się, że w ogóle dajemy wam koncesję, bo przecież nie musimy tego robić”- to w 2001 roku usłyszeli przedstawiciele radia RMF FM od Juliusza Brauna, przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, uznawanego i tak za bardzo stonowanego i uległego członka tego ciała złożonego z polityków mianowanych przez Sejm, Senat i Prezydenta i mającego pilnować przestrzegania „porządku” w polskim eterze.

W opisującym te zdarzenia artykule M. Subotić („Rzeczpospolita” z dnia 10.03.03) znaleźć można akapit o tym, jak sekretarz KRRiTV odwiedzał różne lokalne komercyjne stacje radiowe, zachowując się jak komisarz z dawnego reżimu. Padły nawet sformułowania iż stosowano terror i szantaż. Na właścicielu RMF FM, dość nieugięcie reagującym na próby zastraszania, starano się wymusić wprowadzenie zmian w strukturze właścicielskiej jego stacji radiowej!

Szef radia RMF FM Stanisław Tyczyński na te naciski zareagował złożeniem zawiadomienia do prokuratury oraz opublikowaniem całokolumnowych ogłoszeń płatnych w gazetach codziennych informujących o nielegalnych naciskach na niego wywieranych, tj. „wymuszeniu na ww. podmiotach dokonywania działań na ich szkodę pod rygorem nieudzielenia koncesji”. I znów należy wskazać palcem na media drukowane- bez nich nie dowiedzielibyśmy się o kulisach walki o eter.

Szef RMF FM ma się jednak czego obawiać- sama jego firma poniosła wymierne straty-w ostatnich latach spółki powiązane z RMF koncesji nie otrzymały, kilka z nich nie dostało też przedłużenia koncesji. Ponadto w kilku przypadkach KRRiTV nie odnowiła koncesji stacjom już istniejącym- choćby krakowskiemu radiu Blue. Mimo że ta stacja nie złamała prawa, a w jej obronie stanęły liczne środowiska opiniotwórcze Krakowa oraz chyba wszystkie lokalne środowiska polityczne, z SLD włącznie, to koncesję odebrano, przekazując zwolnione częstotliwości radiu „eska” należącym do Zbigniewa Benbenka.

Jednak najwięcej walk politycznych toczyło się wokół rozdzielania koncesji dla prywatnych stacji telewizyjnych, wszak telewizja jest medium najpopularniejszym. Koncesję dla Polsatu podpisał pierwszy przewodniczący KRRiTV, Marek Markiewicz, który już godzinę po tym fakcie otrzymał dymisję z rąk Lecha Wałęsy. Następną koncesję już przyznano mniej groźnej stacji, bo kodowanej, z której publiczna korzyść dla demokracji, a więc groźba dla establishmentu płynąca z nowego medium byłaby niewielka. Był to Canal Plus. Otrzymane częstotliwości, o które walczyło tak wielu nadawców, oddał sam już po 7 latach, bowiem zbyt mało abonentów korzystało z naziemnej transmisji tego kanału.

Późniejsze polskie telewizje naziemne miały przede wszystkim charakter „kapitalizmu politycznego”. Pierwszą typowo polityczną koncesję otrzymała „Nasza Telewizja”, powiązana z SLD, która otrzymała atrakcyjne częstotliwości w centrum kraju i pokonała takich konkurentów jak Antena 1 Terleckiego czy TVN Waltera, który otrzymał tylko częstotliwości na północy kraju. „Naszą Telewizję” po dwóch latach przejęła konkurencja.

Podobnym tworem politycznym była tworzona za czasów AWS spółka Telewizja Familijna i jej kanał „Puls”, w której udziały po 26 mln PLN każdy nabyły głównie firmy państwowe lub żyjące z państwowych kontraktów: KGHM Metale, PKN Orlen, Prokom i PSE SA. PZU Życie nabyło mniejszy, 13-milionowy udział. Miał to być zaczątek konkurencyjnej do Agory grupy medialnej. Pomysł jej tworzenia upadł krótko po przegranych przez AWS wyborach, a sama spółka „TF” wygenerowała ponad 140 mln strat (z czego ok. 100 mln to roszczenia parapaństwowych „akcjonariuszy”) i jest w trakcie likwidacji, a na rynku działa jej następca, spółka „Puls”, powiązana dziwnym układem ze spółką Antena 1.

Ale i tak największym polskim magnatem radiowo-telewizyjnym pozostaje Skarb Państwa. Jak pisze A. Kaczmarczyk w „Tygodniku Powszechnym”, Skarb Państwa posiada, oprócz ogólnopolskiej telewizji (z trzema programami), Polskie Radio SA (4 programy ogólnopolskie), 17 regionalnych spółek Polskiego Radia oraz część udziałów w ogólnokrajowym dzienniku „Rzeczpospolita”. Krótko mówiąc, Skarb Państwa zdominował rynek najpopularniejszych mediów w Polsce. Na szczęście nie ma już monopolu, ale wciąż dysponuje dominującą pozycją na rynku. Ma to wpływ na światopogląd społeczeństwa, zwłaszcza że wciąż istnieje wiele regionów kraju gdzie wybór mediów jest niewielki. Polsat pokrywa 2/3 powierzchni Polski, a TVN jedynie 1/3.

Wolne media w Polsce rozwijają się już 15 lat, a wciąż ma się wrażenie że w niektórych segmentach rynku, szczególnie w segmencie radiowo-telewizyjnym, postępy „demokratyzacji”, czy też „demonopolizacji”, są niewielkie. Wydaje się, że gdyby nie wolny rynek w segmencie prasy i portali internetowych, to polska demokracja mogłaby być zagrożona przez niebezpieczny oligopol rezydujący w mediach audiowizualnych.

Pewną nadzieję na przezwyciężenie walki o media jest idea naziemnej telewizji cyfrowej, która umożliwi rozpowszechnianie najtańszym sposobem transmisji- naziemnym- większej liczby programów telewizyjnych. Jednakże za wprowadzanie tego standardu zabrali się dotychczasowi beneficjenci oligopolu- stacje TVN i Polsat. Co każe przypuszczać iż to one będą starały się rozdzielić nowe medium pomiędzy siebie. Powstaje więc obawa, że kolejny standard nadawczy wprowadzany w Polsce zostanie rzucony na pastwę oligopoli.

Owszem, wprowadzenie sytuacji bliskiej idei konkurencji idealnej, a więc możliwie wielu różnych stacji telewizyjnych przekazywanych drogą cyfrową, jest trudne, ale jest jednak możliwe dzięki większym możliwościom technicznym niż w systemie nadawania analogowego. Dlaczego nie pójść w tym kierunku, zwłaszcza że do dawnych „wybrańców” KRRiTV nie wszyscy mają pełne zaufanie. Wszak telewizja dla walczących o swój rząd dusz polityków jest bardzo łakomym kąskiem, i niewykluczone jest, że obecni „koncesjonariusze” również są wynikiem polskiego kapitalizmu politycznego, a nie ręki wolnego rynku, promującego najlepszych nadawców.

Posted by Adam Phoo on 09:13. Filed under , . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

0 komentarze for W epoce mediokracji i jej polskiego substytutu

Prześlij komentarz

Ostatnie doniesienia

Ostatnie komentarze

Galeria zdjęć