Liberte

Lista działów

Informacje Eko i Zielone

Azrael

Zielone Wiadomości

Tłumacz/ Translate

Polskaliberalna.net - Merkuryusz Polski - Wybory prezydenckie 2010 od kuchni!

Ecoportal.com.pl

Ekopolityka w prasie

Antymatrix- Edwin Bendyk

EkologiaTV

Loading...

Indymedia Polska

Mama Ziemia

ZielonyDziennik.pl

Ekologia.pl: Wiadomości

Partia Ochrony Zwierząt

ECOWAWA.PL

ekologia – wiadomości

Zielona Warszawa

Racjonalista.pl

Krytyka Polityczna

Lewica.pl - wiadomości z Polski

strasznasztuka

O kanapach na lewo od PO

Opcja na ‘lewo od PO’, czyli centrowa, liberalna i socjaldemokratyczna to w polskiej polityce siedlisko kanapowych partii i partyjek, w ogóle nierozeznanych w polityce. To jakieś naiwne mrzonki marzycieli, to brak profesjonalizmu i zwykłej wiedzy, którą można nabrać choćby z uczestnictwa w polskiej blogosferze i kontemplowania wielkości coponiektórych środowisk.

Ci ludzie, zamknięci w swoich wieżach z kości słoniowej, nie mają większej styczności z realem. Niektóre ruchy są malutkie, działa w nich ledwie kilkanaście osób, ale są prowadzone przez osoby tak zadzierające nosa, że aż rysują nim sufity.



Generalnie kieruję się zasadą ograniczonego zaufania oceniając poszczególnych aktywistów tej sceny. Nie wiem, czy niektórzy nie są podesłani przez inne partie, by sklecić ruch i podpiąć go pod inny, większy. Tudzież inne partie, widząc swoje słabnące szanse, budują inne konie, zabezpieczając się też przed ewentualną konkurencją. Sposobów by zwieść, wywieść na manowce, wypalić energię działaczy takiego ruchu, jest wiele. A ruchy wykreowane przez inne, większe ruchy polityczne, możliwe że już były. Samoobrona wg jednej z teorii powstała dzięki kreowaniu jej przez pana N., dziennikarza TVP za czasów rządów postkomunistów w tej stacji. Potem wspierała SLD, nim się usamodzielniła.

Część z tych ruchów to dworskie środowiska różnych „silnych osobowości” którym, trochę jęczeniem, trochę ambicjami, udaje się stworzyć wokół siebie ruchy polityczne w których to one są słońcami. Te ruchy są im potrzebne jedynie po to by nie czuli się samotnie, i by samemu przebić się dalej. To takie przedłużenie politycznego penisa. Są one dobre, póki siedzą cicho. Czasem pozwala im się na rozwój i pewien stopień samorządności, ale są to atrapy, ciała bez znaczenia, w których energia członków idzie na wewnętrzne spory. Niekiedy nie ma w nich żadnej wewnętrznej komunikacji między liderami a resztą ruchu- poza mediami. Naprawdę- ze swoimi dołami przywódcy takich partii potrafią się kontaktować za pomocą mediów.

Ludzie z tych ruchów generalnie wierzą w to że sami są w stanie coś ugrać, tymczasem samo zbieranie podpisów przy ich kondycji byłoby gwoździem do trumny i wymęczyłoby działaczy. By zebrać podpisy do zarejestrowania list w całym kraju, niekiedy na jednego działacza przypada 10 000 podpisów na 30 dni, czyli musiałby zbierać jeden co 90 sekund. Prowadzenie jakiejkolwiek kampanii nie jest już możliwe- tu z całą mocą objawia się fasadowość operetkowej polskiej demokracji. Rozdanie ulotek w skali kraju to wydatek 4-5 mln PLN. A to tylko jeden z elementów kampanii. Bez kilkudziesięciu milionów jakakolwiek zabawa nie ma sensu.

Tymczasem te rozliczne ruchy nijak nie potrafią się porozumieć. Ewentualne koalicje zawierają na pół roku naprzód, ewidentnie co najmniej rok za późno by się poprawnie przygotować. Spotykają się „silne osobowości”, i to wszystko jest zbyt nieliczne i ma zbyt słabe zasoby ludzkie by cokolwiek znaczyć. W takich ruchach są owszem, zdolne zasoby ludzie, ale często utknęły gdzieś w niższych strukturach. Szefowie takich ruchów to niejednokrotnie osoby tak nietypowe, że poświęciły całe życie osobiste na działalność polityczną. Te ruchy niekiedy są wręcz niezdrowymi przykładami dla równowagi psychicznej między pracą a prywatnością i szczęściem.

Ten stan bliski choroby psychicznej, ten stan nierównowagi pracy i prywatności u polskich przywódców politycznych sceny pozaparlamentarnej jest pochodną systemu finansowania tych ruchów. Ze składek można ściągnąć kilkadziesiąt, w porywach kilkaset tysięcy złotych rocznie, ale za te pieniądze można najwyżej sfinansować kampanię do jednej rady miejskiej.

W Polsce możliwe są partie bez programu, z rozleciałymi organami partyjnymi zbierającymi się raz na kilka miesięcy (z braku pieniędzy), partie bez komisji, podkomisji, grup roboczych. Partie na papierze, nie prowadzące żadnych prac programowych. Owszem ludzie chcą, ale po co, skoro nie ma możliwości ani na zaprezentowanie programu w kampanii wyborczej, ani nawet pieniędzy i czasu prywatnego tych osób na zrobienie warsztatów programowych etc. Ba, ruchy te zmagają się z zebraniem pieniędzy na opłacenie czynszu za biura!

Oglądam degrengoladę kilku takich ruchów. Trwają w nich ludzie opłacani jedynie, reszta to jakieś satelity. Należałem do trzech organizacji w Niemczech, i w 60-tysięcznym mieście te organizacje miały dużo silniejsze struktury niż centrale kilku polskich partii pozaparlamentarnych. W Polsce lepiej od „potencjalnych konkurentów” PO, PiS czy SLD działają kluby sportowe w prowincjonalnych miastach.

W Polsce można bawić się w politykę, w startowanie w wyborczych koalicjach, w wywiady, w komunikaty i konferencje prasowe jako grupa nawet kilku osób. Jakżeż wiele polskich ruchów politycznych męczy się gdzieś na rubieżach polityki! Tymczasem kilku aktywistów i kometa satelitów wystarczy by „polecieć” na jakąś marginalną skalę.

I tak właśnie wygląda to środowisko na lewo od PO. Czy ci ludzie nie dostrzegają ich własnego rozkładu! Zadzierają nosy, z atencją przyjmują się w podupadłych biurach, zamiast odrzucić te maski konwenansów i teatrów. Miast podać sobie ręce i stworzyć wspólny ruch! Powinni brać przykłady z krajów o ordynacjach niedemokratycznych- gdzie „razem” daje nieproporcjonalnie większą nadzieję na sukces od działania w pojedynkę. Tak powstali Liberalni Demokraci w Wielkiej Brytanii- swoje siły połączyli socjaldemokraci, podupadli klasyczni liberałowie i liberalni zieloni.

W USA wg danych z ‘exit pools’ dla roku 2008, Demokraci swój elektorat rekrutują w 22 % z liberalnych wyborców, w 14 % z konserwatywnych demokratów (na południu partia działa bardziej konserwatywnie). Partia rekrutuje swoje poparcie wśród naukowców (w naukach humanistycznych i politycznych aż 80 % naukowców określa siebie jako liberalnych) i profesjonalistów, gdzie ma przewagę nad republikanami.

Oglądam działania polskich odpowiedników „LibDems” i „Demokratów” z daleka, i przerażają one. Zamiast ustalać program, ci ludzie marnują czas na kłótnie o miejsca na wspólnej liście, na dzielenie skóry na niedźwiedziu. Wszystko sklecone naprędce, powiązane sznurkami. Ludzie, którym ich wyniki wyborcze nie przemawiają do rozumu. Nosy do góry. „Śmierdzą trupem”- mówi na swoich partnerów politycznych pani z partii A. „To trabanty, po co mamy się łączyć z dwoma starymi trabantami? Z tego nie zrobi się dobrego samochodu, lepiej kleić go od podstaw”- wrzuca bardziej doświadczony pan z partii B.

Co ci ludzie dziś osiągnęli? To, że wielu działaczy tych ruchów zwykle nic nie robi, albo aktywnie działa poprzez inne inicjatywy niż partie w których są afiliowani. Moim zdaniem całe te kanapy powinno się skleić w jeden duży, rządzący się normalnymi prawami i mechanizmami demokratycznymi ruch polityczny. Jeśli będzie duży, ma szansę na zaistnienie chociaż w sieciach społecznościowych i Internecie. Trwanie kanap nie ma już sensu.

Posted by Adam Phoo on 08:38. Filed under . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

0 komentarze for O kanapach na lewo od PO

Prześlij komentarz

Ostatnie doniesienia

Ostatnie komentarze

Galeria zdjęć