Liberte

Lista działów

Informacje Eko i Zielone

Azrael

Zielone Wiadomości

Tłumacz/ Translate

Polskaliberalna.net - Merkuryusz Polski - Wybory prezydenckie 2010 od kuchni!

Ecoportal.com.pl

Ekopolityka w prasie

Antymatrix- Edwin Bendyk

EkologiaTV

Loading...

Indymedia Polska

Mama Ziemia

ZielonyDziennik.pl

Ekologia.pl: Wiadomości

Partia Ochrony Zwierząt

ECOWAWA.PL

ekologia – wiadomości

Zielona Warszawa

Racjonalista.pl

Krytyka Polityczna

Lewica.pl - wiadomości z Polski

strasznasztuka

Kolej w Polsce to w zdecydowanej większości tylko następna pusta





Jadę pociągiem Eurocity z Warszawy do Berlina, a czuję się jak w wąskotorówce pędzącej po krzywych torach. Ekran laptopa co rusz uderza w oparcie siedzenia naprzeciw mnie. Najpierw myślałem że jedziemy objazdem jakąś boczną linią, teraz jednak okazało się że jest to główna magistrala kraju z Warszawy do Poznania i Berlina. Chwilami tak gwałtownie trzęsie wagonem że np. oblałem siebie i laptop napojem z butelki, tudzież po wielkim skoku zadrżałem z przerażenia, czy się nie wykoleimy. A to i tak jedna z najlepszych linii w Polsce.

Tak tak, kiedyś jechaliśmy z bratem w naszej młodości koleją wąskotorową z Trzęsacza do Trzebiatowa. Wieżę kościoła w Trzebiatowie widać było na horyzoncie, wydawało się niedaleko, ale rozbujały pociąg potrzebował niemal godziny. W pewnym momencie okno samo się otworzyło, a było otwierane tak jak lufcik, i uderzyło mojego brata w głowę! Pociąg wyskakiwał z gigantycznych krzaczorów i zarośli prosto na ruchliwe drogi, budząc przerażenie wśród samochodów z turystami. Dziś już go nie ma- linię do Trzebiatowa zamknięto, pociągi kończą bieg w Pogorzelicy bodajże.

<--more-->

Z wizyt w Szwajcarii pamiętam koleje wąskotorowe na których pociągi rozpędzały się do ponad 100 km/h, a średnia prędkość sięgała 80-tki. Ruch na liniach był gigantyczny. Stojąc na jednej ze stacji widziałem, jak w tym samym kierunku w ciągu 5 minut odjechały 2 pociągi. Drugi zabrał tylko siwą kobietę, która przyszła chwilę podjeździe pierwszego. Na stacjach rozmieszczone były różne hasła o przyjaźni czy życiu. Różne mądre sentencje życiowe wypisano wielkimi literami w miejscach gdzie w Polsce umieszcza się nazwy stacji. Gdy idąc przez peron na czekający pociąg poruszałem się za wolno, maszynista mnie zbeształ że spowodowałem opóźnienie pociągu o jakieś 10 sekund! Był tak dokładny że liczyła się każda sekunda!

Kiedyś dojeżdżałem z Francji do Włoch koleją przez Szwajcarię, zawsze tym samym połączeniem. Pamiętam zawsze to samo uczucie dejà vu, które towarzyszyło mi podczas przesiadki na jednym z węzłów. Zawsze gdy schodziłem ze stopni wagonu pierwszego pociągu, dokładnie w tym samym czasie po drugiej stronie peronu wtaczał się pociąg na który miałem się przesiąść. Zawsze dostrzegałem go w tym samym miejscu. Jak w zegarku. Koleje w Szwajcarii jeżdżą niesłychanie często- zwykle po kilka pociągów na godzinę w każdym z kierunków. Buduje się nowe linie, ale tylko uzupełniając istniejący układ, nie ma tu żadnych linii wysokich prędkości. Jechałem taką nową linią- wydatnie skracała ona czas przejazdu omijając jakiś kręty odcinek.

Mam znajomego który pracuje na kolei, przy infrastrukturze. Opowiada on że po prostu nie robi się nic. Na linii musi co jakieś 2-3 lata przejechać plaser- pojazd z wiertarkami które podbijają tłuczeń, a na jego linii takiego pojazdu nie było od 20 lat. Powinno się wykonać odwodnienia torów, zwykle rowy, a na jego linii takich już nie ma. Opowiada o wychlapach, jakie tworzą każde deszcze. Tory wówczas zapadają się w błocie, spod kół pociągu chlapie błoto, wymywa się ziemia, i przez to nieodwracalnie krzywią się szyny. On pracując na tejże kolei ma takie wyposażenie że z innymi pracownikami może co najwyżej pozbierać butelki przy torach. Jego linia jeszcze niedawno była tunelem w gęstym lesie- wyjrzenie z okna pociągu groziło pozostawieniem głowy na 20-letnich drzewach zdrapujących lakier z wagonów. Nikt ich przez 20 lat nie wycinal, mimo że linia była magistralą o sporym ruchu.

Inny opowiada o dyletantach, o siwych dziadkach nieudolnie projektujących “modernizację” polskich torów na której się nie znają, o tym że już kilka lat po takiej “modernizacji” pociągi znów jeżdżą 50 km/godzinę w wielu miejscach, i sugeruje, że owe “modernizacje” mogą być rodzajem ściemy, a kasa idzie do prywatnych kieszeni podobnie jak w przypadku fikcyjnych remontów dworców kolejowych wzdłuż tej samej linii. Jak na razie, sąd tylko dowiódł tej ostatniej rzeczy, natomiast modernizacją samych torów już się nie zajął, zresztą światek infrastruktury torowej jest monopolem i przeciwko PKP żaden fachowiec od torów nie zeznawałby z obawy o pracę.

Pamiętam podróże pociągiem po Hiszpanii. W pociągach dominowali turyści, ludność lokalna podróżowała autobusami. Były powolne i kursowały strasznie rzadko (ale chyba częściej niż w Polsce). Czasem, na popularniejszych relacjach same pociągi przypominały autobusy: puszczano głupie filmy na wideo, podobny był gęsty układ siedzeń. Wokół wszystkich większych miast co pół godziny i częściej kursowały zaś pociągi podmiejskie rozmaitych przewoźników. Na jednym z polskich portali czytałem komentarz internauty, który podsumował PKP porównując ich zatrudnienie z zatrudnieniem państwowych kolei hiszpańskich- tam było 3-krotnie mniejsze, przy podobnej sieci i nawet większych przewozach.

Jadąc z Paryża do San Sebastian musiałem się przesiąść na granicy na taki właśnie pociąg aglomeracyjny, kursujący co 30 minut. Udałem się do kasy po bilet, ale pani sprzedała mi bilet do stacji Donostia zamiast do San Sebastian. Konduktor stojący na peronie na pytanie o dalszą drogę wbrew moich protestom wepchnął mnie do pociągu i nakazał odjazd. Trochę byłem przerażony nie wiedząc gdzie jadę, ale okazało się ze cala kolej jest baskijska i takież były nazwy miejscowości. Dopiero na stacji docelowej znalazłem małymi literkami napis “San Sebastian” pod baskijską nazwą miasta. To tak jakby na Kaszubach kursowała kaszubska kolej i wszystkie napisy i nazwy miejscowości na stacjach były wyłącznie kaszubskie.

Koleje w Hiszpanii i we Francji bezustannie strajkowały. Czytałem że w jednym roku francuscy kolejarze przestrajkowali bodajże kilkadziesiąt dni. O ile wszędzie w Europie na kolejach jest szwajcarski porządek, a pociągi kursują bardzo często i w stałych odstępach czasowych, o tyle we Francji pociągi regionalne kursowały rzadko i chaotycznie. Były też zwykle przeraźliwie puste. We Francji w dziedzinie transportu wprowadzono komunizm: państwową kolej, państwowe autobusy. Nic dziwnego, że ludność, poza kilkoma głównymi liniami w które zainwestowano po 10 milionów euro za kilometr, jeździ samochodami osobowymi lub lata. W Hiszpanii były przynajmniej prywatne autobusy, we Francji zabroniono nawet ich konkurencji celem ochrony komunistycznego skansenu.

Z wypraw turystycznych do Czech pamiętam motoriczki. To takie kolejowe mikrobusy, w których mieści się kilkunastu pasażerów. Są bardzo lekkie, i przez to energooszczędne. W Polsce takie pojazdy nawet nie mogą kursować, bo jak czytałem, nasze prawo jest inne. Dzięki temu wynalazkowi w Czechach przetrwały wszystkie lokalne linie, ba, między dwoma wioskami na dalekiej prowincji pociągi potrafią kursować co godzinę! Z wizyt w Czechach zapamiętałem lokalne dworce zawsze pełne ludzi, małe przystanki, budki po prostu, na których wciąż działała kasa i można było kupić bilet, tabele z rozkładami wszystkich linii w okolicy rozwieszone na każdym przystanku.

W Polsce aby dowiedzieć się o połączeniu należy iść do zwykle niedoedukownej informacji, w Czechach wystarczy popatrzeć na wywieszone tabele z rozkładu sieciowego. Na dużych stacjach są tam umieszczone walce, na których są rozkłady setek linii w całym kraju. Zresztą kolej kursuje tak często, ze rozkład trzeba sprawdzać tylko na lokalnych liniach. W Polsce to co w Czechach świetnieby działało, rozebrano, albo porzucone, rozkradziono.

Pamiętam powrót koleją z Czech do Polski. Pasażerowie opuścili pociąg na stacji przed granicą. Nagle świetnie utrzymana linia kolejowa zmieniła się w łąkę- tory po polskiej stronie były przerośnięte trawą, całkowicie zarosłe. Dworzec w Lubawce był wielkim spalonym pałacem. Mijaliśmy kolejne dworce- ruiny, zrujnowane wiadukty. Pociąg z 80 km na godzinę po czeskiej stronie zwolnił do 20 km/godzinę. Przez Czechy podróżowałem w białych spodniach i białej koszuli- pozostały czyste. W polskim pociągu momentalnie wszystko się umorusało. Gdy ostrożnie otworzyłem brudne okno, dostrzegłem że moja biel pokryła się brudem!

W Polsce na kolejach coś się stało w latach 80-tych, po puczu Jaruzelskiego. Dziś kolejami rządzą bezczelni i nieudolni dyletanci. W mojej opinii ci ludzie nie mają zielonego pojęcia jak wygląda utrzymanie toru kolejowego, nie wiedzą jak powinno się zapewnić bezpieczeństwo na przejazdach. Pamiętam z dzieciństwa że przejazd kolejowy na mojej drodze do szkoły był zabezpieczony kratownicą z łańcuchami, tak że nie szło pod nim przejść gdy go opuszczono, a tory były ogrodzone szczelnym płotem. Pociągi oczywiście gnały. Dziś ta sama linia jest zdezelowana, płot od dawna połamany, przez przejazd przejdziemy obok barierek, zresztą pociągi jeżdżą 3 razy wolniej niż jeszcze 20 lat temu. Pamiętam widoki przejazdów kolejowych w Anglii- są takie jak za mojego dzieciństwa: mucha się nie prześlizgnie gdy są zamknięte. Pociągi oczywiście nie zwalniają, a na ogrodzone tory nic nie ma prawa się dostać.

Gdyby to ode mnie zależało, rozgoniłbym cale to PKP na cztery wiatry, a pociągi posprzedawał prywaciarzom. Pamiętam podróże już od 10 lat prywatną koleją w Wielkiej Brytanii, na lokalnej linii. Pociągi kursowały co 15 minut, nie było sensu sprawdzać rozkładu. Gdy wszedłem do drugiej klasy, myślałem ze to klasa biznes-było jakieś hipernowoczesne wnętrze, białe zagłówki i klimatyzacja. Czasem na bilet regionalny można było późną nocą skorzystać z ekspresów. Ich wnętrza przypominały samoloty. Pociągami w Wielkiej Brytanii sporo podróżowałem późnymi nocami, wracając z klubów do domu. O 2 czy 3 w nocy pociągi regionalne, takie duże autobusy szynowe, odjeżdżały pełne imprezowiczów wracających z imprez do domu. To samo w Niemczech- ekspresy regionalne do mojego miasta kursowały w weekendowe noce, czasem z nich korzystałem.

Porównywać koleje brytyjskie do polskich, to jak porównywać nienajnowszego wprawdzie rolls-royce’a do zepsutego malucha. Polskie ceny biletów pasażerskich także są na poziomie Włoch czy Hiszpanii. Nawet w Wielkiej Brytanii można podróżować koleją taniej niż w Polsce, wystarczy kupić bilet tam i powrotem. W Polsce są archaiczne systemy biletowe, w ogóle cała kolej to dalej ten sam zdegenerowany państwowy urząd, którego przeróbka na normalną firmę się wg wielu opinii nie udała. W Niemczech niekiedy nawet reforma kolei państwowej się powiodła- przewoźnik, który zbudował nową linię do Świnoujścia jest własnością kolei państwowej. To niewielka lokalna firma, zbudowana od podstaw. Polscy biurokraci popsuli mu ten sezon- linia była gotowa od kwietnia, a na kursowanie pociągów zezwolono dopiero od października tego roku.

W Polsce, jak narzekają przewoźnicy towarowi, nawet ceny za korzystanie z torów są 2-gie co do wysokości w Europie. Chmara pracowników mogących co najwyżej pozbierać butelki przy torach przecież kosztuje. Aby przeciąć ten wrzód, trzeba po prostu rozpędzić bagienko układów i wszystko sprywatyzować, łącznie z dworcami i torami kolejowymi. W Wielkiej Brytanii kiedyś tory sprywatyzowano, ale teraz zmieniono ich status i są zarządzane wspólnie przez wszystkich przewoźników. Ruch na torach jest niemożebny, ich przepustowość w większości dawno się wyczerpała. Znajomi Brytyjczycy opowiadali jak to w nocy pod pub potrafi zajechać van prywatnej firmy remontującej tory i ściągać piwoszy do nocnej pracy na torach atrakcyjnymi stawkami.

W Polsce na linii koło mojego domu od 20 lat nie kiwnięto nawet palcem. Czasem trenując przy torach widzę pociągi- widma z kilkoma pasażerami. Ludzie w moim rodzinnym regionie jeżdżą autobusami, i tylko do wiosek w lasach, bez dróg czy mostu na rzece ktoś jeszcze jedzie koleją. Znajomi którzy kiedyś korzystali z kolei, dziś jeżdżą autobusem. Dworzec, z którego w Niemczech czy Czechach pociąg odjeżdżałby co kilka minut, tutaj zapełnia się co kilka godzin. Jeśli ta sytuacja komuś służy, to tylko chmarze wąsatych pracowników dojeżdżających zbiorowo koleją do tajemniczej “młotkowni” będącej własnością PKP. Nie wiem co ci ludzie w niej robią, możliwe że nic, faktem jest że jeżdżą pierwszą klasą i kupują bilety za 1 % ceny. To wg mnie takie regionalne epicentrum nicnieróbstwa.

Polska kolej nie ruszy się ze swojego dołka także bez wylania na bruk tych kilkudziesięciu tysięcy raczej nadmiarowych, wyglądających przez okna pracowników państwowej kolei- urzędu. Miejsc pracy np. w budownictwie w Polsce nie brak. Dla tych wąsatych ludzi zmiany mogą być przerażające, ale dziwne że inni muszą być poddani brutalnej presji rynku, a ci ludzie za państwowe pieniądze robią coś co w mojej okolicy służy przede wszystkim przewozom ich samych do miejsca pracy i powrotem, za które nawet już nalicza się im płatny czas pracy (sic!) Kolei, porównując z sytuacją kilkadziesiąt kilometrów dalej, za granicą, w Polsce już niemal nie ma. Jeździ, ale w zdecydowanej większości to tylko następna pusta atrapa.

fot cc wikimedia

Posted by fufu on 12:15. Filed under . You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0

0 komentarze for Kolej w Polsce to w zdecydowanej większości tylko następna pusta

Prześlij komentarz

Ostatnie doniesienia

Ostatnie komentarze

Galeria zdjęć